Moja historia

Cześć!
Chciałabym się przedstawić i na tyle krótko na ile tylko potrafię - a najczęściej krótko nie potrafię - troszkę opisać swoją historię.
Jestem Daria, mam cudownego męża, prawdziwych przyjaciół, uwielbiam planszówki, podróże i wszystko co francuskie, nie pogardzę kolorem różowym, gadżetem z wieżą Eiffla ani lampką wina w wolnym czasie pochłaniam książki, blogi i webinary z zakresu zdrowego stylu życia, dietetyki i endokrynologii – gdybym kilkanaście lat wcześniej wiedziała jak bardzo mnie będą fascynować hormony to możliwe że poszłabym na medycynę, a nie filologię romańską ale nikt mi nie chce powiedzieć gdzie dostać wehikuł czasu.
Niepłodność…
Z niepłodnością zmagamy się z mężem od 2014 r. rozpoznano u mnie niedoczynność tarczycy, hiperprolaktynemię, insulinooporność, hiperinsulinemię, hiperandrogenizm, tężyczkę utajoną, endometriozę oraz mocno przerośnięte endometrium polipowate. Mam również mutację PAI, kilka brakujących kirów, podejrzenie adenomiozy, parę kilo do zrzucenia, a także niedawno usunięte zrosty na jajowodach, polipy w ich ujściach i małego mięśniaczka do kompletu. U męża staramy się trzymać w ryzach hashimoto oraz podrasować troszkę fragmentację DNA. Jestem pod opieką ginekologa, endokrynologa, psychoterapeuty, chodzę również na fizjoterapię i akupunkturę.
Nigdy nie byłam w ciąży, ale wierzę że każde badanie, każdy wdrożony lek, każda kolejna wizyta u lekarza przybliża nas do sukcesu Bywają ciężkie momenty, wylałam już morze łez, często czułam się bezsilna…. ale nie poddaję się musieliśmy „przejść” kilkunastu lekarzy i kilka klinik leczenia niepłodności w Łodzi, Warszawie, Poznaniu i aktualnie Katowicach aby w końcu znaleźć kogoś, kto będzie chciał i umiał nam pomóc. Przez ten czas niejednokrotnie przekonałam się na własnej skórze jak silnym tematem tabu jest niepłodność, jak mocno rządzący udają, że ta choroba nie istnieje, jak wiele czasu i finansów pochłania leczenie niepłodności w Polsce, jak wiele trudności napotykamy na każdym kroku i zrozumiałam, że w jakiś sposób chcę z tym walczyć, chcę pokazywać że kobiety takie jak ja, czy też raczej pary takie jak my istniejemy, leczymy się, potrzebujemy wsparcia, nie zarażamy innych, można z nami się spotykać, można rozmawiać…. chciałabym aby ludzie jak najwięcej wiedzieli o tej chorobie, aby przestały się szerzyć mity na temat niepłodności, aby kobiety takie jak ja nie wstydziły się przyznać z czym walczą, aby miały odwagę mówić o tym wprost, szukać wsparcia gdy tego potrzebują, aby mogły odnaleźć lekarzy z prawdziwego zdarzenia. Z tego też powodu staram się pomagać w Fundacja Pomoc dla Płodności, stworzonej przez wspaniałą osobę, właśnie z myślą o nas, niepłodnych. Wierzę, że prędzej czy później wspólnymi siłami zmienimy na lepsze nasz los.
Jesteśmy z krwi i kości.
Jeśli ktoś chciałby nas „obejrzeć”, być może tylko po to żeby się upewnić że jesteśmy z krwi i kości, to kilka lat temu wzięliśmy z mężem udział w krótkim reportażu DDTVN, wrzucam do niego linka.
Ten reportaż wiążę się też z trzema kobietami, które wiele zmieniły w moim życiu, zwłaszcza w mojej historii niepłodności… coś czuję że przyjdzie moment na cały post dziękczynny dla nich dziendobry.tvn.pl/a/kiedy-miesiaczka-jest-zaloba—-historie-kobiet-ktore-nie-moga-zajsc-w-ciaze

